poniedziałek, 14 lutego 2011

JAY HAZE_LOVE=EVOLUTION




póki co jeden z ciekawszych albumów tego roku, w dodatku udostępniony za free przez samego autora Jay'a Haze, który po raz kolejny dzieli się zupełnie za darmo swoimi produkcjami...sam tytuł idealnie wpasowuje się w dzisiejszą datę i święto.. ;) także enjoy and let the love lead you ... !


recenzja pham dla muno.pl:


'Podobno każda rewolucja jest niczym innym jak tylko buntem mas. Prawdopodobnie Jay Haze też o tym wie. Dlatego 26 stycznia udostępnił za darmo album zatytułowany „Love = Evolution”. To nie pierwszy taki zabieg w historii muzyki i nie pierwszy w dyskografii tego producenta.

Poprzednio nakładem własnego labelu, Tunning Spork, wydał wiosną 2008 roku CD „Love & Beyond”, w grudniu uzupełniając ten zbiór o dwie dodatkowe – a przede wszystkim darmowe - części, co niekoniecznie przekładało się na jakość, ale mogło usatysfakcjonować ortodoksów wolnej (czyli darmowej) kultury. Teraz Jay Haze swoje działanie szumnie nazywa ruchem Music 2.0 który jest niejako kulturalnym dopełnieniem społeczności web 2.0.

Droga, jaką przebył ten artysta, była długa, kręta i zawiła. Zaczynał w Filadelfii, która nie mogła mu zaoferować najwidoczniej zbyt wiele, zwłaszcza na polu muzyki klubowej. Dalsze przystanki to ulice San Francisco (tak, dosłownie ulice), Berlin, wreszcie Lima w Peru, w której to szczyci się pomocą najuboższym, ale bardziej namacalną, aniżeli zbiórki darów i pieniędzy na poziomie Live8. Ta szlachetna działalność przekuta została w politykę miłości, jaką Haze od lat stara się serwować na różnych poziomach komunikacji. Dlatego jego najnowsze dzieło nosi znamię ewolucji, nie rewolucji.

Doskonale orientujący się w meandrach działania show-businessu właściciel rzeczonego Tunning Spork oraz Contexterrior, przy całej swej hipokryzji, ma świadomość, że rewolucja wymaga przede wszystkim uwielbienia mas, ewolucja z kolei przystoi nawet kilku osobnikom.

Na szczęście wsłuchując się w „Love = Evolution” można mieć pewność, że rewolucja się dokona, jest to bez wątpienia jego najlepszy materiał. Częściowo już znany, wystarczy przytoczyć urzekający „I Wait For You” z emocjonalną linią wokalną Laila Tov, „The Darkest Disco” z bliskim mu Ricardo Villalobosem, czy odkurzony parkietowy hit „Soul Ina Bottle” odegrany wraz z Big Bullym.

Zresztą kolaboracjami ten album stoi, dość wymienić równie solidne „I Need Lover” z Chelą Simone (którą zatrudnił przy swoim albumie jako Fuckpony), czy nietypowe, nawet jak na Haze'a „The Light” z legendarnym Paulem St. Hilaire'em.

Ale największe killery kryją się w stricte solowych kompozycjach, odpowiednio „Im Riding High” oraz zamykający album „Time To Explode”. Oba równie trzymają w napięciu, zmuszają do rytmicznego podrygiwania, to zniewalają również fantastycznymi melodiami.

Cały materiał, piekielnie równy, raz do tańca, innym razem popadający w minorowe tony na tle miarowych uderzeń. Zatem można śmiało stwierdzić, że ewolucja się dokonuje, a produkty darmowe nie zawsze muszą oznaczać drastyczny spadek jakości. W tym przypadku sugestywny znak Q to chyba za mało. '


singiel promujący album:




CHECK!